Capricorne tom 4: Szescian Liczbowy
Autor: Andreas
Data powstania: 1998
Format: 46 stron kolorowych
Jako swiezo upieczony redaktor Kazeta nie mam ostatnio tyle czasu co zwykle na opisywanie albumow swojego ulubionego Andreasa, ale jak dlugo mozna zaniedbywac hobby? Poza tym pisanie na swoja strone jest jednak znacznie prostsze, poniewaz tutaj odpowiadam tylko przed samym soba, co stanowi mile odprezenie, po odpowiedzialnej pracy poczytnego miesiecznika.
Jest jeszcze jeden powod, aby opisac teraz czwarty tom Capricorna. Zamknie to bowiem pewien etap w tworzeniu tego serwisu - kiedy zaczynalem interesowac sie komiksem wydanym we Francji, Andreas wydal juz bardzo duzo albumow. Wlasnie ten tom Koziorozca - "Szescian Liczbowy" - jest ostatnim albumem z trzech glownych serii Andreasa, jakie byly wydane w dniu, kiedy otworzylem swoje pierwsze katalogi Lombardu i Delcourta. Bardzo mi milo, ze w czasie kiedy sprowadzalem te albumy z kraju ich pochodzenia, wciaz ukazywaly sie nowe - 4 Arqi, 4 Capricorny i nawet 1 Rork (choc tylko w Holandii), ale dzien w ktorym wloze na strone opis "Szescianu" bedzie wazna cezura w trakcie tworzenia tego miejsca sieciowego dla fanow.
Dobra wiadomoscia, o ktorej nie omieszkam wspomniec jest to, ze o ile trzeci tom serii: "Deliah" byl chwilowym spadkiem formy scenarzysty, to juz od tomu czwartego rozpoczyna sie stala forma wznoszaca Andreasa i kazdy kolejny tom jest co najmniej nie gorszy od poprzedniego. Tak wiec tom czwarty jest juz bardzo sympatyczny, a tom piaty dorownuje juz pierwszemu. "Atak" jest najlepszym albumem Koziorozca wydanym do niego wlacznie, a "Niebieski Smok" wcale mu nie ustepuje, a co wiecej spodoba sie fanom Rorka nie mniej niz wspomniany juz album "Deliah". "Tunelu" jak dotad jeszcze nie czytalem, a tom 9 - "Przejscie" jeszcze sie nawet nie ukazal. Po tym krotkim wprowadzeniu przejdzmy do konkretow, czyli samego albumu.
Zacznijmy od okladki - 5 tom Rorka, nomen omen - Koziorozec, rozpoczyna sie od zapowiedzi pieciu pierwszych albumow Capricorna. Album czwarty reprezentuje tam grafika przedstawiajaca Koziorozca w stroju pletwonurka, obok niezwyklego urzadzenia o tajemniczym pochodzeniu i zastosowaniu. Ten sam rysunek w nieco innej technice zdobi okladke 4 tomu cyklu. Niestety tlo okladki jest nadal biale, choc ta tendencja zostanie wkrotce przerwana - juz w albumie nr 6.
Jest to ostatni album Koziorozca, ktory opowiada o wydarzeniach poprzedzajacych te, opisane w "Powrocie" Rorka. Kiedys napisalem, ze akcja tego alumu dzieje sie rownolegle z "Cmentarzyskiem Katedr". Az dziw bierze, ze tak dlugo trzeba bylo czekac, zeby przeczytac te przygody, ze juz nie wspomne o przerwie czasowej pomiedzy moimi recenzjami...
Caly ten album utrzymany jest w konwncji podwodnej, co cieszy, poniewaz takich elementow w tworczosci Andreasa dotad nie dostrzeglem, a bardzo lubie rzeczy nowe. Przygody podwodne jak dotad miewal glownie James Bond, ale przeciez Koziorozec to taka francusko-amerykanska wersja brytyjskiego Bonda z lat dwudziestych. Nawet ten tradycyjny, dlugi obrazek na stronie tytulowej przedstawia pletwonurka w archaicznym juz dzis skafandrze, ale pamietajmy w jakich czasach rozgrywa sie akcja komiksu.
Album rozpoczyna sie calostronicowym rysunkiem przedstawiajacym sen-rozmyslanie glownego bohatera, ktory - jak pamietamy - od wypadku z elektrycznoscia nie sypia. Rysunek ten ukazuje taka dosc niezwykla, andreasowsko przekrzywiona wizje metropolii a na jej tle Koziorozca probujacego odgadnac wlasne nazwisko, ktorego - co takze juz wiemy - nie moze on nigdy wypowiedziec. Tutaj okazuje sie, ze ta dziwaczna grozbe Koziorozec traktuje bardzo doslownie, ale nie uprzedzajmy faktow - byloby to nie fair w stosunku do osob, ktore jeszcze nie poznaly nawet poczatku serii.
Takich calostronicowych obrazkow jest tutaj lacznie trzy, nie liczac ciekawych pomyslow graficznych gdzie na tle duzej, calo- lub niemal calostronicowej planszy artysta nanosi mniejsze kadry zaslaniajace mniej istotne detale glownego obrazka. W mysl teorii, ktora stworzylem przy okazji porownania kolejnych albumow Rorka, tak duze kadry skutkuja wrazeniem spokoju i sennosci, ale przyznam sie, ze do tego albumu takie hipotezy niezbyt dobrze pasuja. Akcja jest tu dosc szybka i chyba tylko majestatyczna wielkosc oceanu pozwala mi nie wycofac sie z wczesniej przyjetego zalozenia. Tam gdzie w gre wchodzi morze, gleboki spokoj moze latwo przeistoczyc sie w sztorm, zamet i panike. Miedzy innymi wlasnie dlatego tak podobaja mi sie te podwodne klimaty ukazane w albumie.
Kolejna ciekawostka - moze to zainteresowac fanow Rorka znajacych piaty tom serii - ma sie on ukazac juz w tym miesiacu (pisze te slowa w polowie sierpnia 2003) - jest pierwsze pojawienie sie pani Miriam Ery - powinnismy pamietac ja z taniej powiesci "Latajaca Forteca" ktora przytoczona zostala wlasnie w tym albumie przygod Rorka. Ciekaw jestem czy podobienstwo fabularne do "Ligi Niezwyklych Dzentelmenow" Alana Moore'a bylo tam tylko dzielem przypadku... "Watchmen" tego scenarzysty jest przeciez jednym z ulubionych scenariuszy Andreasa.
Takze w tym tomie powroci intrygująca postać inspektora Azakova, ktory od najlepszej strony pokazal sie w albumie "Rzecz". Jego obecnosc niechybnie wrozy ciekawa przygode, co zainteresuje nie tylko czytelnikow, ale takze niektorych bohaterow komiksu, dla ktorych przygoda jest nie tylko stylem zycia, ale takze zrodlem dochodu. Zreszta widok Koziorozca i Azakova w sztormiakach studiujacych mape morska na pokladzie statku jest sam w sobie wart zakupienia tego albumu.
Aby jednak nadmiar morskich przygod nie zmeczyl czytelnikow, akcja albumu rozgrywa sie rownolegle takze w wiezowcu Koziorozca, gdzie pozostawiony samemu sobie Astor dokonuje niezwyklego odkrycie przy okazji uganiania sie za kotem znalezionym jeszcze w tomie pierwszym w poblizu szczatkow zniszczonego sterowca. Niezwykle wnetrza budynku, podobnie jak tajemnicze zjawiska majace miejsce na pelnym morzu pozwalaja rysownikowi rozwinac skrzydla wyobrazni w ciekawych wizjach artystycznych ukazywanych na kolejnych kartach albumu. Przy tej okazji chcialbym nadmienic, ze niektore rysunki bardzo przywodza mi na mysl pierwsze albumy serii Arq, co choc moze dziwic z jednej strony - przeciez sa to historie zupelnie odmienne - dowodzi, ze oba te cykle wyszly spod jednego olowka.
Rysowanie morskich fal jest niemal tak samo trudne jak np. realistyczne przedstawienie lasu, a jednak Andreas poradzil sobie z tym wyzwaniem znakomicie. W jednym z wywiadow zdadzil on, ze nie lubi rysowac tlumow, ale nie wiem czy nie byla to tylko kokieteria, poniewaz chyba zaden rysownik nie moze powiedziec, ze uwielbia je rysowac, a Andreas kocha wyzwania artystyczne, chocby las ukazany z lotu ptaka ponad koronami drzew w "Cmentarzysku Katedr". Osobiscie uwazam, ze Andreas bylby w stanie narysowac zupelnie cokolwiek, choc pewnie nie wszytsko sprawiloby mu rownie duzo satysfakcji...
Obrazek z okladki zostal niemal powtorzony wewnatrz komiksu ale... jednak nie jest to ta sama scena. Po krotkiej lustracji tej strony latwo stwierdzic, ze mimo pozornych podobienstw, roznice sa tu dosc wyrazne. Taka zabawa autora z czytelnikiem pokazujaca na ile sposobow mozna przedstawic ta sama scene (pamietamy caly czas o wersji z Rorka, sprzed lat).
Niektore ilustracje w tomie sa niezwykle wyrafinowane, niektore znow uproszczone do granic tolerancji. Wszystko to jednak wspolgra ze soba w niezwyklym tancu ksztaltow i kolorow skladajacym sie na ten wysmakowany artystycznie album. O ile jednak pod wzgledem graficznym artysta mogl pozwolic sobie na wiele swobody - scenariusz pozostawia silne wraznie delikatnych manewrow na bardzo ograniczonym terenie - nie jest to dziwne, przeciez opisane tu wydarzenia stanowia niemal jedyne wprowadzenie do zagadnien przedstawionych w "Koziorozcu" (chodzi o tom cyklu "Rork"), szczegolnie w zakresie zwiazku pomiedzy postacia Mordora Gotta i tajemniczego Szescianu Liczbowego. Mysle, ze bardzo dobrze sie sklada, ze wlasnie ten album "Rorka" ma ujrzec swiatlo dzienne za kilka tygodni na naszym rynku, poniewaz opisujac teraz ten tom "Koziorozca", nie mam wrazenia obcowania z dziedzictwem kultury komiksowej, a z tematem aktualnym i bardzo na czasie.
Teraz kiedy wspomnielem juz o tej parze glownych (negatywnych) bohaterow - z punktu widzenia tago albumu, poniewaz nie chce i nie powinienem tu zdradzac absolutnie zadnych szczegolow fabuly (byloby to niewybaczalne), wspomne jeszcze o ciekawym nawiazaniu do siodmego albumu cyklu - "Niebieskiego Smoka", ktorego mialem juz przyjemnosc czytac. Otoz wprowadzenie do tego tytulu znajduje sie wlasnie w "Szescianie Liczbowym", co dowodzi jak bardzo powiazane sa kolejne albumu "Koziorozca" i jak dokladnie przemyslana fabule ma autor tej serii.
Na zakoncznie napisze jeszcze, ze tom ten jest niezwyke interesujacy zarowno pod wzgledem scenariusza jak i rysunku, spodoba sie podobnie fanom "Rorka" chcacym rozszyfrowac kolejne zgadki jak i zadeklarowanym wielbicielom sensacyjnych przypadkow pochopnego astrologa. Krotko mowiac - album dla kazdego, moge go z czystym sumieniem polecic, szczegolnie, ze kolejne beda coraz lepsze i szkoda by bylo wejsc w te przestrzenie wyobrazni bez stosownego przygotowania, jakie zapewni nam ten album.
|