Arq tom 1: Gdzie Indziej
Autor: Andreas
Data powstania: 1997
Format: 46 stron kolorowych
Po dlugiej przerwie wracam do dzialalnosci literackiej. Tradycyjnie zaczne od muzyki - New Model Army 'Wonderful Way To Go/Refugee'. Wkrotce - na jesieni - ma sie ukazac nowa skladanka ze stronami B singli, a do tego czasu mozna posluchac tych utworow jeszcze na oryginalnych wydaniach.
Prawdopodobnie powinienem po opisaniu serii Rork, przejsc do recenzji Capricorna, jednak aby wydawnictwo Delcourt nie bylo poszkodowane - Capricorna zostawie na kiedy indziej, a teraz zajme sie moja ulubiona, niezamknieta seria Andreasa - Arq. Andreas od jakiegos czasu planowal stworzenie cyklu fantasy, w ktorym udaloby mu sie odpowiednio poglebic psychike opisywanych postaci. Arq stworzyl mu do tego znakomita okazje, a fakt ze albumy Delcourt sa kierowane do nieco dojrzalszego odbiorcy niz wydawnictwa Le Lombard, pozwolil mu na zaglebienbie sie w ciemne rejony ludzkiej psychiki.
Delcourt wydaje albumy w formie troche innej niz wiekszosc wydawnictw - format 32 na 23 cm uzyty w tej serii sprawia, ze komiks sprawia jeszcze bardziej ekskluzywne wrazenie, przyjemniej sie go czyta, no i niestety cena tez jest nieco wyzsza - byc moze taka forma wynika z nakladu serii. Arq to komiks dla doroslych, wiec naturalnie krag jego odbiorcow automatycznie staje sie wezszy.
Koncepcja graficzna wydaje sie byc dosc ciekawa. Logo serii to napis ARQ, lekko nie mieszczacy sie w kadrze, tak ze fragment litery Q jest odciety, litery wygladaja jak pojedyncze pociagniecia pedzla po lekko chropowatej powierzchni. Akcja komiksu rozgrywa sie w dwoch swiatach - w jednym kadry rysowane sa na czarnym, w drugim - na bialym tle. Andreas oszczednie przyjal, ze poniewaz w swiecie Arq dzieje sie wiekszosc wydarzen, tam strony beda biale. Troche szkoda - czarne plansze bardzo wzmacniaja efekt odmiennosci, ale byc moze to jeden z wielu elementow artystycznych, ktore czemus sluza - trudno powiedziec nie znajac pelnej koncepcji autora.
Poczatek albumu - akcja rozgrywa sie w hotelu - jednoczesnie na kilku pietrach. W pewnym momencie slychac strzaly - reaguja na nie wszystkie opisywane postaci (zdaje sie ze podobny motyw wystapil w jednym z filmow Jarmuscha). Wtedy (nie zdradzam chyba tajemnicy - wszystkie recenzje serii od tego sie zaczynaja) 5 osob zostaje w tajemniczy sposob przeniesionych do innego swiata. Poniewaz ma to byc seria fantasy - latwo zgadnac ze nie jest to swiat ultranowoczesnej cywilizacji, raczej przypomina to skrzyzowanie sredniowiecznej Japonii z kosmicznym zoo.
Sredniowieczna Japonia przyszla mi na mysl, kiedy zobaczylem okladke komiksu - przedstawia zamaskowanego osobnika w stroju samuraja z dwoma mieczami na tle jakichs dziwnych (orientalnych?) rozwiazan architektonicznych. A zoo to juz efekt fabuly, w ktorej na arenie wydarzen pojawiaja sie coraz to nowe humanoidalne stwory - a to skrzydlate, a to dlugouche czy znow - pletwiaste. Jest tu tego naprawde co niemiara. W dodatku wszystkie one posluguja sie tym samym jezykiem, ktorego zeby sie nauczyc wystarczy, zeby ktos polozyl ci rece na uszach. Mimo ze komiks bardzo mi sie podoba, musze przyznac ze troche to wszystko zbyt banalne. Na usprawiedliwienie mozna napisac, ze jest to pierwszy tom, wprowadzajacy w cala serie, wiec wiele z opisanych tu niescislosci wyjasni sie w kolejnych czesciach.
Czy opisany przez Andreasa swiat okaze sie wystarczajaco realny aby utrzymac ciezar wielotomowej sagi? Latwo jest skusic sie na opisywanie zdarzen w wymoslonym miejscu - nie trzeba wkladac zadnej pracy w poznawanie realiow. Nie jest to jednak az tak proste - realia trzeba wymyslic samemu, a wymyslajac je trzeba pamietac ze swiat - jego uklady spoleczne, polityczne, gospodarcze, sztuka, nauka, kultura nie powstaly w kilka dni w glowie jednego czlowieka - sa one wynikiem dlugotrwalego, trwajacgo pokolenia procesu i kazdy kto ma choc minimalna wiedze o swiecie, natychmiast wykryje wszelkie ewentualne uproszczenia. Oczywiscie to tylko zabawa, nie nalezy przywiazywac zbyt duzej wagi do realiow, dopoki nie przeszkadzaja w odbiorze, a do tego Andreas sie nie posunal.
Bohaterowie komiksu stanowia dosc dziwna grupe - jest tu morderca, prostytutka, niewidomy naukowiec, niedoszly samobojca i mloda kobieta, ktora poslubila swojego znacznie starszego nauczyciela. Cala piatka zostaje szybko rozdzielona przez stwory zamieszkujace Arq, wiec akcja zaczyna toczyc sie pieciotorowo. Powoduje to, ze w calym albumie tak naprawde niewiele zdazylo sie zdarzyc. Poznajemy glownie rozmaite gatunki potworow dostepnych w tej lokalizacji. Andreas zapewne chcial podkreslic roznorodnosc form inteligentnego zycia, ale mam wrazenie ze odbylo sie to roche ze strata dla fabuly. Byc moze lepiej byloby sledzic poczynnia jednego z bohaterow - tak zreszta bedzie w kolejnych epizodach serii.
 Autor nie oszczedza miejsca w kadrach. Widac tu rozmach w tworzeniu kolejnych plansz - zupelnie inaczej niz jest to w zwyczaju w pojedynczych albumach, lub nawet kilkuplanszowych opowiesciach. Nalezy natomiast uwaznie ogladac obrazki - czasem wazna informacja jest przekazana pod postacia pozornie niewaznego rysunku, jak ma to miejsce w jaskini Nonaca, gdzie latwo przeczyc mala klatke i dwa blyszczac oczka widoczne spod plaszcza Pascoe Montany.
Styl rysunkow Andreasa jest zupelnie inny niz w albumach o Rorku czy Capricornie - kreska bardziej niedbala, mniej dbalosci o szczegoly, ale nie ma az takich uproszczen stylu jak w albumach Deliah, czy Raffington Event. Andreas zdaje sie potwierdzac, ze styl rysunkow musi pasowac do opowiadanej historii, choc z drugiej strony pracujac w takim tempie nad scenariuszem, rysunkami i kolorystyka do kilku serii jednoczesnie, pracujac naraz nad nowymi pomyslami i szukajac do nich wspolpracownikow, trudno sie dziwic ze styl nie przedstawia takiego poiomu perfekcji graficznej jak w pierszych czesciach Rorka czy w albumach La Caverne de Souvenire czy Le Triangle Rouge. Oczywiscie wszytskie te albumy wyszly spod jednego pedzla i czasami to widac, jak chocby porownujac niektore rysunki w rownoleglej serii Capricorne - tom 4 i 5.
Album Ailleurs stanowi niemniej ciekawa odmiane po seriach Rork i Capricorne, wprowadza w nowa przygode i prezentuje Andreasa w scenerii komiksu adresowanego do inego czytelnika niz poprzednie opowiesci. Z pewnoscia warto po ten komiks siegnac, chocby po to by poznac jedna z trzech najwazniejszych serii Andreasa - tworcy nie dajacego sie zaszufladkowac w ramach jednego stylu, tematyki czy grupy odbiorcow.
|